10.08.2013

Po deszcz

Czasem słońce, czasem deszcz… Poczekaliśmy na „po deszcz” i pobiegliśmy. Zgodnie z planem treningowym zrobiliśmy dzisiaj 8 km. 

Na mecie hand made nagroda – tarta owocowa:)
Jak zrobić taką tartę? Bardzo prosto :)
Składniki na kruchy spód: 
• 200 g mąki
• 2 - 3 łyżki cukru pudru
• 100 g zimnego masła
• 1 jajko
• 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
Przesianą mąkę, cukier puder i pokrojone na kawałki masło siekamy lub miksujemy mikserem. Dodajemy jajko oraz wanilię, mieszamy lub miksujemy. Lepimy z ciastka kulę, zawijamy w folię i wkładamy pół godziny do lodówki. Po wyjęciu ciasto rozwałkujemy i wykładamy do formy. Spód tarty dziurkujemy widelcem . Pieczemy przez około 30 minut. Po wyjęciu ciasto ostudzić, wyłożyć spód budyniem śmietankowym lub waniliowy, na to ułożyć owoce, a na koniec zalać galaretką.

7.08.2013

Truchtem, susem...

Bezalkoholowe mojito z lodem na mecie:) To nagroda za przebiegnięcie w wieczornym upale kolejnych 8 km. Plan to plan. Systematycznie przygotowujemy się do półmaratonu w Wilnie. To już za 39 dni. 
Tak sobie regularnie trenując obserwujemy różne style biegania. Zawsze na trasie mijamy przynajmniej kilku biegaczy. Każdy z nich biegnie inaczej. Jedni truchtają, stawiając małe i drobne kroki, inni mijają nas dużymi, płynnymi susami. A jak Wy biegacie?


5.08.2013

Szlag nas nie trafił. Parchatka urzekła.


W sobotę po południu jechaliśmy z Puław do Warszawy zmęczeni, ale bardzo zadowoleni. Wracaliśmy ze świetnej imprezy. Ale zacznijmy od początku… 
Już nie pamiętamy, gdzie znaleźliśmy informację o Bieg Szlak Trafi, ale od razu spodobała nam się jego lokalizacja, chociaż dotychczas biegaliśmy tylko po asfalcie - Parchatka. Kazimierski Park Krajobrazowy. Zdecydowaliśmy się biec tylko na 5 km. Jako że biegamy dopiero od wiosny, dyszka w terenie trochę nas onieśmielała.

Pobudka 5.50 i już przed 10.00 byliśmy w Parchatce. Od momentu, kiedy wysiedliśmy z samochodu nie żałowaliśmy naszej decyzji. Najpierw urzekły nas widoki i samo miejsce, potem zaskoczyła nas duża liczba samochodów na parkingu. Okazało się, że na imprezę przyjechały całe rodziny, co tworzyło bardzo fajną atmosferę.
Pierwsze kroki skierowaliśmy od razu do biura zawodów. Od pierwszego kontaktu z organizatorami widać było, że panują nad wszystkim. Sprawnie odebraliśmy pakiety startowe. Szczególnie urzekła nas lniana torba, która będzie nam służyć do następnych zawodów. Potem był czas na rozgrzewkę i przedbiegowe obserwacje. Potem siku i na start! Ruszyliśmy.

Po pierwszej prostej, czekał na nas podbieg, wąską ścieżką pod górę. Szło nam dobrze. Biegliśmy swoim tempem. W tyle głowy mieliśmy nasze ostatnie doświadczenia z Biegu Powstania Warszawskiego, kiedy początek pobiegliśmy za szybko. Gdy wybiegliśmy z lasu naszym oczom ukazały się piękne pola i łąki. Chociaż żar lał się z nieba, można zaryzykować stwierdzenie, że biegło nam się miło i przyjemnie aż do momentu, gdy zaczął się podbieg wąwozem. Podbieg, poodbieg, pooooooodbieg… który niespodziewanie przeszedł w marsz:) Potem już było lepiej. A gdy zobaczyliśmy tabliczkę „4 km”, już tylko czekaliśmy na moment, kiedy będzie z górki. No i było z górki, potem w lewo, prosto i META!!!

A na mecie jak zwykle woda i medal. Medal niezwykły, bo piernikowy. Usiedliśmy sobie w cieniu delektując się wodą i oglądając zmagania tych, którzy biegli na 10 km. Ani się obejrzeliśmy, a na metę zaczęli wbiegać najlepsi biegacze na 10 km.

Umyliśmy się, przebraliśmy i dołączyliśmy do trwającej pod Karczmą Parchatka imprezy. Siedzimy tak sobie na schodach, jemy pyszne warzywne leczo i snujemy refleksje… I tu nie będziemy oryginalni, ale musimy powtórzyć to, co powiedzieli już inni. Profesjonalna organizacja – wydawało się, jakby to była trzydziesta pierwsza edycja Bieg Szlak Trafi, a nie pierwsza:) Świetnie oznaczona trasa, ładna widokowo. Świetna atmosfera. Widać było, że wszyscy dobrze się czuli i fajnie bawili. Kilka godzin po skończeniu biegu nadal prawie wszyscy korzystali z uroków miejsca. 

Po ogłoszeniu wyników z wrażenia spadliśmy z najniższego schodka. Okazało się, że jeszcze nigdy nie zajęliśmy tak dobrych miejsc. III miejsce na 5 km w kategorii „Mężczyźni”, czyli nasze pierwsze pudło oraz IV miejsce w kategorii „Kobiety”, cztery sekundy do pudła! Było to bardzo miłe zaskoczenie.

Jeszcze milsze było to, że wielu z uczestników wylosowało nagrody-niespodzianki. Rzadko się zdarza taka hojność ze strony sponsorów. Szczególnie pozazdrościliśmy sąsiadowi, w którego torbie przyuważyliśmy płyn do spryskiwaczy:) Kolejnym sympatycznym elementem było zbiorowe zdjęcie. I to był znak, że pora ruszać w powrotną drogę do domu.

Jesteśmy chyba zauroczeni:) Od soboty wieczorem Bieg Szlak Trafi to prawie główny temat naszych rozmów. Publicznie chyba jednak nie będziemy go reklamować… No chyba, że organizatorzy zapewnią nam dwa miejsca startowe w przyszłym roku. No dobra, po prostu boimy się, że lista startowa zapełni się po 15 minutach i się nie załapiemy:):)


4.08.2013

18-tka

Na nasze dzisiejsze zadanie w planie treningowym patrzyliśmy z pewną taką nieśmiałością…
Tramwajem dojechaliśmy na Most Gdański. Wysiadka i go! Wzdłuż prawej strony Wisły ścieżką spacerowo-biegowo-rowerową (z widokami lewostronnej Warszawy co chwilę wyłaniającej się zza krzaków) dobiegliśmy aż do Mostu Łazienkowskiego. Potem przez most. Po dokładnym zwiedzeniu terenów wzdłuż lewej strony Wisły – jak widzicie na obrazku było nawet małe leżakowanie - obraliśmy kierunek dom. Od świateł do świateł dobiegliśmy do Powązkowskiej. Gdy Endomondo powiedziało nam, że jest już 16 km, wiedzieliśmy, że jest dobrze. Gdy wybiła 18-tka podbiegliśmy jeszcze kawałeczek i zatrzymaliśmy się pod sklepem. Z okazji pierwszej 18-tki zakupiliśmy dwa radlerki i teraz pijemy za wasze i nasze zdrowie:)





Film Bieg Szlak Trafi 2013



Krótka relacja filmowa Józka, który przyjechał z nami do Parchatki, żeby kibicować nam podczas biegu.
Atmosfera przed biegiem tak go wkręciła, że został nielegalnym biegaczem i jak najbardziej legalnym filmowcem. W ten sposób przebiegł 5 km. Wykręcił całkiem dobry czas, a to, co nakręcił widzicie powyżej.

1.08.2013

Bieg po naleśnika

Buty wyprane, to i biegało nam się dzisiaj lekko i przyjemnie. Plan zrealizowany. 8 km zrobione z nawiązką. Na mecie były naleśniki z jogurtem i jagodami. Jagody z orawskiego lasu, arbuz z bemowskiej Biedronki.