28.07.2013

Późne śniadanie przyszłych mistrzów:)

Przed nami wyprawa do lasu. W planie treningowym, według którego przygotowujemy się do półmaratonu w Wilnie (do startu zostało jeszcze tylko 48 dni), mamy dzisiaj do przebiegnięcia 16 km.
Słodko się więc wspieramy:) i za jakąś godzinę wyruszamy. Na talerzu polskie pancakes, z jogurtem greckim i z własnoręcznie zebranymi jagodami na bazie w Podwilku.


Składniki:
• 2 szklanki mąki
• 2 jajka
• 1 i 1/2 szklanki mleka
• 75 g rozpuszczonego masła
• 3 łyżeczki proszku do pieczenia
• 1/3 szklanki cukru pudru
• szczypta soli

Mąkę przesiać, jajka roztrzepać, wymieszać z mlekiem i pozostałymi składnikami. Na końcu dodać masło. Odstawiamy „miksturę” na 15 minut. Ciasto smażymy bez dodatkowego tłuszczu.

00:26:11 i kolejna nauka

Pobiegliśmy, dobiegliśmy i jesteśmy. Na starcie poniosły nas emocje i dała znać o sobie adrenalina, więc już w połowie pierwszego kilometra wiedzieliśmy, że biegniemy nieco za szybko jak na nasze możliwości. Potem więc nieco zwolniliśmy, ale i tak było jakoś wyjątkowo trudno. Czy powodem było zbyt szybkie tempo na początku…? Nie wiemy. Następnym razem pobiegniemy już jednak własnym rytmem.
W takim biegu jak ten nie o wynik chodzi, nie o "robienie" życiówek, ale o uczczenie pamięci Powstańców. 5 km przebiegliśmy w czasie 00:26:11.


27.07.2013

Do zobaczenia na Konwiktorskiej:)


Jest 18.20. Za 45 minut wsiadamy do tramwaju w kierunku Starego Miasta. Spacerkiem pójdziemy sobie na ul. Konwiktorską, żeby wziąć udział w 23. Biegu Powstania Warszawskiego.
Biegniemy tylko 5 km, bo na jutro rano – według planu treningowego – mamy zaplanowane 18 km biegania po lesie. Do zobaczenia na Konwiktorskiej:)




Podbieg na Markowe Szczawiny

W nasze wakacyjne plany mieliśmy wpisane poranne bieganie i spróbowanie jak smakują biegowe treningi w górach. Z porannego biegania nic nie wyszło, bo tak jak pisaliśmy mentalnie do wstawania bladym świtem jeszcze nie dorośliśmy. Udało się za to spróbować sił w bieganiu po górach.



Powiemy tak. Lekko nie było. Z Przełęczy Krowiarki truchtem w 50 minut (czas pieszego podejścia niebieskim szlakiem - 1,5 godziny) dobiegliśmy do schroniska na Markowych Szczawinach. Na tym odcinku było jeszcze ok. Z Markowych Szczawin na Babią Górę dostaliśmy się już marszotruchtem. Próbowaliśmy podbiegów. Niestety kończyły się przerwą w treningu już po kilku krokach. Podbiegi na dosyć stromych ścieżkach są dla nas jeszcze za trudne. To znak, że jeszcze trzeba popracować nad siłą nóg. Z Babiej Góry próbowaliśmy zbiegów. W połowie drogi kolana odmówiły jednak posłuszeństwa. No jakby nie było, warto. Bieganie w górach to świetny trening i nowa przygoda. No i ta radość, jaką sprawialiśmy turystom:) Jedni wpadali w zachwyt nad naszą kondycją, inni dowcipno-złośliwie komentowali.

 


















Bazowanie

Nic nie pisaliśmy, bo zarobieni byliśmy nicnierobieniem:) 
Ostatnie trzy dni naszej letniej wyprawy spędziliśmy w Podwilku na Orawie, w studenckiej bazie namiotowej Madejowe Łoże (http://www.skg.uw.edu.pl/home). 


Baza cudownie rozleniwia. Można pójść 2 km do sklepu i można też nie pójść. Można zrobić wypad na Babią Górę (i tak też zrobiliśmy), ale można też cały dzień szwendać się po bazie, jeść kolejne drugie śniadanie, zebrać kilka słoików jagód, bo w szale zbierania przerzuciliśmy się z malin na jagody, albo siedzieć i nie robić nic.





21.07.2013

W drodze na Orawę

Wyruszyliśmy właśnie w ciąg dalszy naszej podróży. Z Podlesic na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej  z bagażnikiem wypakowanym prawie po brzegi słoikami z jurajskimi malinami przemieszczamy się w kierunku Podwilka na Orawie. Na Jurze gościliśmy przez tydzień na obozie wspinaczkowym dla dzieci i młodzieży organizowanym przez naszego znajomego. Trochę zaniedbalismy biegowe treningi, bo przez tydzień wspinaliśmy się i dorabialismy jako obozowi kucharze:)

19.07.2013

Jurajskie maliny z Łutowca

Trzymamy się planu treningowego. Dzień biegania. Dzień przerwy. W dni "nie biegaczowe" kontynuujemy zbiór malin. Nieźle nam idzie;) Mamy już 8 słoików.