Z późnego śniadania zrobił się wczesny obiad i tym sposobem koło 15.30 wylądowaliśmy w Puszczy Kampinoskiej. Może precyzyjniej będzie powiedzieć … w Saunie Kampinoskiej. Ale plan to plan. Trzeba go realizować. Do pokonania mieliśmy 16 km. Wyruszyliśmy dobrze już nam znanym żółtym szlakiem. Decyzje o tym, jak pobiegniemy dalej mieliśmy podjąć już na trasie. Wszystko zależało od tego, czy nadwyrężona kostka, która niestety od czasu do czasu jednak daje o sobie znać, pozwoli na przebiegnięcie dłuższej trasy. Pozwoliła. Więc po szlaku żółtym był czerwony. Przydałaby się pomimo wszystko szczegółowa mapa Kampinosu, bo biegamy trochę na czuja i nie zawsze nam się kilometry zgadzają. Dzisiaj na przykład się nie zgodziły i z zaplanowanych 16 km przebiegliśmy 15. Ale i tak jesteśmy z siebie dumni, kolejna granica przekroczona. No i znowu mieliśmy mocny trening na nogi, co widać na załączonym obrazku:)

