Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bieg ultra Granią Tatr. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bieg ultra Granią Tatr. Pokaż wszystkie posty

24.08.2013

Bieg ultra Granią Tatr cz.2



Wczesna pobudka i już koło 3.00 nad ranem zameldowaliśmy się pod schroniskiem w Dolinie Chochołowskiej. Przy czołówkach - już każdy niezależnie – poszliśmy na swoje wyznaczone punkty. Ja i Mateusz o 4.00 mieliśmy pojawić się na Grzesiu. Po drodze rozstawialiśmy żółte chorągiewki. Po godzinie byliśmy na szczycie. Załapaliśmy się jeszcze na piękny widok pt. „Zakopane nocą”. Było chłodno i rześko. Ubrani w ciepłe kurtki, czapki i rękawiczki zaczęliśmy rozkładać punkt na Grzesiu. Robiło się coraz jaśniej. Wschód słońca mieliśmy więc przed sobą w całej krasie.
Gdy byliśmy już gotowi do pracy dostaliśmy wiadomość, że pierwsza grupa zawodników ruszyła na trasę. Mieliśmy więc chwilę wytchnienia na podziwianie wschodu słońca i widoków roztaczających się przed nami Tatr Zachodnich.

Chwilę po 5.00 pojawili się pierwsi zawodnicy. Naszym zadaniem było m.in. zapisywanie kolejności zawodników na punkcie kontrolnym, wskazywanie im dalszej trasy, zbieranie opakowań po żelach, no i oczywiście zagrzewanie do boju.
Na początku jeszcze mogłem przyglądać się zawodnikom. Jedni wbiegali z pasja biegania w oczach i nawet nie zatrzymując się biegli dalej. Inni zatrzymywali się na chwilę, robili pamiątkowe zdjęcia, mieli chwilę na pogawędkę.
W pewnym momencie nastąpiła taka kumulacja zawodników, że nie mogłem nawet podnieść głowy znad kartki. Mateusz w tempie karabinu maszynowego dyktował mi numery zawodników, którzy przekraczali punkt kontrolny. Po 6.00 przybiegła dwójka „zamykaczy” biegu. To był znak, że nasza robota na Grzesiu dobiega końca. Posprzątaliśmy, zabraliśmy oznaczenia trasy, powitaliśmy pierwszych turystów i… rozłożyliśmy się na ziemi, żeby się wygrzać w coraz bardziej przypiekającym słońcu i poczekać na kolegę z sąsiedniej przełęczy.
Po śniadaniu w schronisku zarządziliśmy odwrót do Zakopanego. Zdążyłem wykąpać się na kempingu i ruszyłem w stronę Kuźnic, by kibicować przybywającym na metę. Dosłownie chwilę po moim przybyciu pojawił się pierwszy zawodnik. Przemek Sobczyk pokonał całą trasę w rewelacyjnym czasie 9:09!!!! Potem było długo, długo nic… i dopiero po 40-minutowej przerwie na mecie pojawił się Hiszpan, Salvador Calvo, trzeci był Józef Pawlica.
Na godz. 21.00 zaplanowano zamknięcie biegu i w sumie aż do tego czasu na mecie pojawiali się kolejni zawodnicy. A na mecie na wszystkich zawodników i wolontariuszy czekał pyszny obiad z Jurta Bar i do wyboru zimne piwko lub pepsi :)



Wracając na kemping myślałem sobie, że fajnie było w jakimś tam procencie przyłożyć rękę do organizacji tak fajnego biegu. Góry od zawsze były moją pasją, bieganie jest stosunkowo nową. Mam za sobą udział w kilku biegach, obserwuję więc to, co dzieje się na starcie, podczas biegu i na mecie, z punktu widzenia biegacza. Zgłaszając się na wolontariusza do Biegu ultra Granią Tatr chciałem nie tylko zobaczyć jak wygląda organizacja biegu od podszewki, ale i „odpracować” to, co już sam dostałem od wolontariuszy biorąc udział w biegach. Oczywiście nie bez znaczenie był również fakt, że to był bieg górski.
Połączenie obu pasji - gór i biegania - bardzo mi się podoba. Wspominając sobie nasze podbiegi na Babią Górę i bieg po wąwozach na Bieg Szlak Trafi myślę, że chciałbym, żeby z połączenia tych dwóch pasji coś wyszło.
 Główny cel na przyszły rok to maraton na płaskim, ale chętnie wziąłbym też udział w krótszych biegach terenowych. Jeżeli Bieg Ultra Granią Tatr odbędzie się przyszłym roku, to zgłaszam się na wolontariusza, a jeżeli odbędzie się w roku 2015 to stawiam się na starcie jako zawodnik na bank!

23.08.2013

Bieg ultra Granią Tatr cz.1

„Szukamy osób do pomocy przed i podczas zawodów, które chcą nam pomóc przy organizacji. Część z Was będzie potrzebna w biurze, część do prac fizycznych przy rozstawianiu banerów, część do pomocy w punktach żywieniowych i na mecie. Jedni pójdą na trasę, inni będą pomagać zawodnikom.” Nie pamiętam już, gdzie trafiłem na to ogłoszenie. Od razu jednak wiedziałem, że wyślę swoje zgłoszenie. No i wysłałem :) W krótkich żołnierskich słowach napisałem, że biegam, że góry od zawsze są moją pasją, że mam wieloletnie doświadczenie przy organizacji imprez outdoorowych. Zgłoszenie zostało przyjęte. I tak zostałem wolontariuszem Biegu ultra Granią Tatr.

15 sierpnia rano zameldowałem się w Zakopanem. Nadal nie wiedziałem, do jakich zadań zostanę przydzielony. Wszystko miało się wyjaśnić podczas wieczornej odprawy wolontariuszy. Wieczorem sala pękała w szwach. Podobno organizatorzy – do czego przyznali się już po imprezie – trochę się obawiali, czy przyjadą wszyscy. Trudno się temu dziwić. W końcu zgłaszając się na wolontariusza nie podpisuje się żadnej deklaracji.

Wstępnie omówiono, co będzie się działo następnego dnia, jakie prace będą wykonywane. Wolontariusze byli potrzebni głównie do zabezpieczenia podzielonej na trzy odcinki trasy, do obsługi dwóch punktów żywieniowych oraz do pracy w biurze zawodów.

Dołączyłem do grupy znajomych z UKA, którzy zgłosili się „obsługi” pierwszego odcinka trasy. Naszym zadaniem było przed biegiem - oznaczenie trasy, a w trakcie biegu – pełnienie roli sędziów, którzy pilnują przestrzegania regulaminu, w tym między innymi zwracają uwagę na to, żeby zawodnicy nie skracali sobie trasy. Oczywiście mieliśmy również pilnować, żeby nie zaśmiecano parku, no i zapisywać kolejność zawodników przy przekraczaniu punktu kontrolnego. Za zabezpieczenie całej trasy odpowiadał TOPR. Każdy odcinek miał swojego „szefa”. Naszym był „Gienek”, który odpowiadał również za całą trasę zawodów. 



Następnego dnia rano toprowskim land roverem pojechaliśmy do Doliny Chochołowskiej. Cel? Przejść i omówić szczegółowo trasę, zdecydować, które jej odcinki muszą zostać zamknięte dla biegnących, a które udostępnione i odpowiednio oznaczone żółtymi chorągiewkami. Tego dnia przeszliśmy odcinek od schroniska w Dolinie Chochołowskiej, szlakiem przez Grzesia, Rakoń, Wołowiec, Jarząbczy Wierch, Starorobociański Wierch, Ornak, Iwanicka Przełęcz aż do schroniska na Hali Ornak.
Po drodze „Gienek” zwracał uwagę, gdzie mamy stawiać czerwonego chorągiewki, które ograniczają przejście, a gdzie żółte, które wyznaczają trasę. Podczas przygotowywania trasy był czas na rozmowy i poznawanie się. Okazało się, że oprócz wspinaczy z UKA w naszej grupie są także osoby biegające z ciekawymi dokonaniami na koncie… maratończycy, biegacze górscy i dziewczyna, która biegła w UTMB (Ultra-Trail du Mont-Blanc).
Ta malownicza wycieczka zajęła nam 7 godzin. Najlepszemu zawodnikowi, zwycięzcy Biegu zaledwie 3:09:40.

Pobudka kolejnego dnia zapowiadała się dosyć wcześnie… o 2 nocy. Przede mną było więc całe cztery godziny spania… cdn.